Jak szaleć, to szaleć. A co!

Przed nami same poważne wyzwania na miarę ósmoklasistów, więc koniecznie trzeba było wykorzystać słoneczną jesień na ostatnie szaleństwa. Nie wybraliśmy byle czego (my, to znaczy klasy 8 A i 8 B). Od dwóch tygodni roztaczała się nam przed oczami wizja wyjazdu do Energylandii i w końcu się udało. Jak szaleć, to szaleć… A co!

O godzinie 6 rano rozpoczęliśmy naszą podróż autokarem. Pomimo miłej atmosfery w autobusie, każdy czekał w napięciu na przyjazd na miejsce. Gdy na horyzoncie zauważyliśmy pierwsze kolejki do wejścia, ogarnęła nas wielka ekscytacja i przez to czas spędzony na rozdawaniu biletów niezmiernie nam się dłużył. Na szczęście niedługo potem mogliśmy korzystać z pierwszych atrakcji.

Park był tak ogromny, że trudno było się odnaleźć bez mapy. Najwyższe i najszybsze kolejki były odwiedzane przez odważnych i ufających swoim żołądkom uczniów. Ale strefa familijna również cieszyła się sporą popularnością. Atrakcje takie jak „Hyperion” czy „Zadra” nie były nam straszne. Walczyliśmy z nimi kilkakrotnie i za każdym razem dawaliśmy sobie radę.

Wszyscy w parku rozrywki znaleźli coś dla siebie. Oprócz niezliczonych atrakcji mieśmy też czas na kupienie pamiątek i zjedzenie czegoś dobrego, bo zabawa przecież wzmaga apetyt.

Zmęczeni wsiedliśmy do autobusu, aby ruszyć w drogę powrotną. Cała wycieczka minęła nam w przyjemnej atmosferze i każdy wrócił z uśmiechem na twarzy. Bez wahania możemy stwierdzić, że wyjazd był udany. A teraz…. naukę czas zacząć (z małymi przerwami, oczywiście).